Ostatnio wspominałam o akcji "plaża".
Już wyjaśniam o co chodziło - spotykam się z koleżanką rano około 8 aby pobiegać lub zrobić szybki marsz. Naprawdę jestem wdzięczna, że w tym roku mamy tak piękne lato! Wstawanie rano aby pochodzić po plaży to jedna z najbardziej przyjemnych rzeczy jakie mi się teraz trafiają ;-)
Przede wszystkim działa uspokajająco na mnie. Prawda, że ładny widok??
Wszystko pięknie, fajnie gdyby nie to, że ostatnio po takiej przebieżce zgubiłam klucze do samochodu. Zapadły się w piach na amen. Musiałam jechać do domu (rodzinnego) po zapasowe 40km ;)
Napisałam ogłoszenie i powiesiłam na siatce.. pomyślałam a 'nuż może ktoś znajdzie i oddzwoni'. Na następny dzień ktoś oddzwonił i powiadomił mnie, że dzień wcześniej cały czas mówili przez megafon o znalezionych kluczach. Odnalazłam je.. przemiły chłopak podrzucił mi je z Gdyni do Sopotu. Są jeszcze na świecie normalni ludzie :-)
niedziela, 15 września 2013
sobota, 3 sierpnia 2013
Weekend zaczęłam na sportowo. U mnie w mieście co tydzień organizowane są darmowe zajęcia z jogi na świeżym powietrzu. Z chęcią z tego skorzystam ponieważ bardzo lubię ruch. Nigdy nie byłam na jodze ale mniej więcej wiedziałam czego się mam spodziewać.
Bardzo przyjemnie spędziłam dwie godziny. O godzinie 9tej jeszcze nie było upału ale ćwiczyłyśmy w cieniu i gdzieniegdzie promienie słoneczne przebijały się przez drzewa. Fantastyczne uczucie. Ćwiczysz sobie na trawce w parku, słoneczko Ci muska buzię. Jesteś tylko TY, głos instruktorki i matka natura. Wyszłam z zajęć uspokojona i wyluzowana. Myślę, że będę kontynuować jogę bo bardzo przydaje mi się również w pole dance. Pewne elementy w tańcu są wplecione z jogą czy ze stretchingiem.
Resztę dnia już leniwiej spędzam. Praktycznie cały dzień siedziałam w ogródku zażywając kąpieli słonecznych. Naprawdę w tym roku mamy fantastyczne lato. Kto sądzi inaczej niech się nawet nie przyznaje!
Za miesiąc jak co roku wyjeżdżam z moim Arkiem na urlop. I tak naprawdę jeszcze sami nie wiemy jaki kierunek obrać. Na razie szukamy fajnej wycieczki a ja już myślę, co ze sobą zabrać na wyjazd. Nie zamierzam kupować czegoś nowego (oprócz stroju) bo i tak co roku wyjeżdżamy gdzieś i mam już pełno ciuchów typowo letnich. Moja szafa się już nie zamyka a w mojej głowie nie ma pragnienia kupna czegoś przed wyjazdem. Troszkę oszczędniejsza się zrobiłam, ale przy sporych wydatkach oszczędność to podstawa. A co do kostiumów to bardzo podobają mi się takie jak poniżej:
Mój faworyt to ostatni. Uwielbiam takie kolory. Zapewne nie znajdę takiego, więc zdecyduję się aby mi krawcowa uszyła a figi gdzieś dokupię osobno. Bardzo lubię przerabiać ciuchy "po swojemu". Często znajduję jakieś perełki w lumpeksie i oddaje je do przerobienia. Mam w ten sposób wiele niepowtarzalnych ciuchów. Ten ostatni strój bardzo przypomina mi sukienkę którą kilka lat temu nabyłam z allegro z Tajwanu (o ile pamiętam zapłaciłam za nią z wysyłką 30zł :-) )
Wszystko pięknie i fajnie, ale muszę troszkę popracować nad sobą. To zdjęcie było robione trzy lata temu i trochę się pozmieniało od tamtego czasu. Przybrałam trochę masy mięśniowej ;) dlatego od poniedziałku moje małe wyzwanie - akcja plaża. Ale nic więcej nie napiszę, zobaczę jak pierwszy trening mi się uda. Może porobię fotki.. chociaż dopiero stawiam tutaj pierwsze kroki i nie chcę być "nachalna".
Do następnego :*
Bardzo przyjemnie spędziłam dwie godziny. O godzinie 9tej jeszcze nie było upału ale ćwiczyłyśmy w cieniu i gdzieniegdzie promienie słoneczne przebijały się przez drzewa. Fantastyczne uczucie. Ćwiczysz sobie na trawce w parku, słoneczko Ci muska buzię. Jesteś tylko TY, głos instruktorki i matka natura. Wyszłam z zajęć uspokojona i wyluzowana. Myślę, że będę kontynuować jogę bo bardzo przydaje mi się również w pole dance. Pewne elementy w tańcu są wplecione z jogą czy ze stretchingiem.
Resztę dnia już leniwiej spędzam. Praktycznie cały dzień siedziałam w ogródku zażywając kąpieli słonecznych. Naprawdę w tym roku mamy fantastyczne lato. Kto sądzi inaczej niech się nawet nie przyznaje!
Za miesiąc jak co roku wyjeżdżam z moim Arkiem na urlop. I tak naprawdę jeszcze sami nie wiemy jaki kierunek obrać. Na razie szukamy fajnej wycieczki a ja już myślę, co ze sobą zabrać na wyjazd. Nie zamierzam kupować czegoś nowego (oprócz stroju) bo i tak co roku wyjeżdżamy gdzieś i mam już pełno ciuchów typowo letnich. Moja szafa się już nie zamyka a w mojej głowie nie ma pragnienia kupna czegoś przed wyjazdem. Troszkę oszczędniejsza się zrobiłam, ale przy sporych wydatkach oszczędność to podstawa. A co do kostiumów to bardzo podobają mi się takie jak poniżej:
Mój faworyt to ostatni. Uwielbiam takie kolory. Zapewne nie znajdę takiego, więc zdecyduję się aby mi krawcowa uszyła a figi gdzieś dokupię osobno. Bardzo lubię przerabiać ciuchy "po swojemu". Często znajduję jakieś perełki w lumpeksie i oddaje je do przerobienia. Mam w ten sposób wiele niepowtarzalnych ciuchów. Ten ostatni strój bardzo przypomina mi sukienkę którą kilka lat temu nabyłam z allegro z Tajwanu (o ile pamiętam zapłaciłam za nią z wysyłką 30zł :-) )
Wszystko pięknie i fajnie, ale muszę troszkę popracować nad sobą. To zdjęcie było robione trzy lata temu i trochę się pozmieniało od tamtego czasu. Przybrałam trochę masy mięśniowej ;) dlatego od poniedziałku moje małe wyzwanie - akcja plaża. Ale nic więcej nie napiszę, zobaczę jak pierwszy trening mi się uda. Może porobię fotki.. chociaż dopiero stawiam tutaj pierwsze kroki i nie chcę być "nachalna".
Do następnego :*
środa, 31 lipca 2013
come back
Będąc dziś w pracy przypomniałam sobie "hmm.. kiedyś przypadkiem nie utworzyłam bloga?!". Jasne, że tak! Oczywiście nie wytrwałam w postanowieniu. Być może pisanie bloga nie jest stworzone dla mnie, ale skoro wróciłam to znaczy, że może...
A teraz coś o mnie bo w przyciągu roku trochę się zmieniło.
Jeszcze rok temu chodziłam na siłownie i czerpałam z tego mnóstwo radości. Dzień bez siłowni - dniem straconym. Ale po 1,5 roku przyszedł kryzys. Zaczęłam się nudzić, wyniki były zadowalające ale nie czułam satysfakcji (tym bardziej, że chorowałam między styczniem a marcem).
Równo rok temu robiłam sobie pomiar ciała. To takie urządzenie które zlicza ile procentowo mamy wody w organizmie, ile tłuszczu i takie bajery. Przyznam się, że nie pamiętam dokładnie swoich wyników (mam je w domu) ale było coś około:
Woda: 55%
Tłuszcz: 32%
Mięśnie: 35%
Wiek metaboliczny: 13 lat (niezły żart! ;-) )
Wczoraj powtórzyłam pomiar i wyszło:
Woda: 58%
Tłuszcz: 21%
Mięśnie: 47%
Wieku nie mam, bo ten aparat tego nie zliczył.
Jestem w szoku! A dlaczego?
Ponieważ: od 8 miesięcy nie biore tabletek anty. Nie schudłam ani grama! Ani też nie przytyłam. Od pół roku nie uczęszczam na siłownie. Ale znalazłam coś fantastycznego - POLE DANCE :)
Od kwietnia uczęszczam do fajnego studio pole dance w Gdańsku. Na początku raz w tygodniu, ale że jestem uzależniona od ruchu wybrałam 2x w tygodniu. Efekty po sylwetce? Są. Nie są spektakularne ale mam szczuplejsze uda i brzuch jest bardziej płaski. Ale nie są to efekty typu "wow!"
Czy ten wynik pomiaru jest spowodowany ćwiczeniami na rurce? Być może. Ponieważ tam non stop trzeba mieć spięte mięśnie, a teraz są jak ze stali ;-)
Nie będę się rozpisywać teraz na temat POLE DANCE ale kocham ten sport jak żaden inny!
Myślę, że w kolejnym poście opiszę jak ja to widzę i dlaczego to lubię.
A teraz idę zjeść obiadek który przygotowałam pieczony filet z indyka z ziołami, gotowane brokułki na parze z prażonym słonecznikiem polane sosikiem czosnkowym. Pycha :))
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)






